28 czerwca 2004

Po wielu tygodniach starań, udało mi się wreszcie dotrzeć do Prezesa AKS Stokrotki. Specjalnie dla naszej strony, wywiadu udzielił Wiesław, czyli Piotr, czyli Zenek (dla przyjaciół), dla starszych Stokrotek - Cannigia, a dla CB-radiowców - Zwierzak

Red. - Od jak dawna „kopiesz” w Stokrotkach?

Zenek - Nie wiem, czy jest się czym chwalić, ale na pewno jest to pewien zaszczyt, bo w Stokrotkach kopię od samego początku założenia zespołu, czyli od momentu, gdy jako „młode kleszcze”, byliśmy ministrantami (m.in. Marek Małolepszy, Adam Cieszkowski, Sławek Lewandowski). Nie pamiętam dokładnie daty, gdy nazwaliśmy się „Stokrotki” i zaczęliśmy grać w różnych turniejach, ale było to ok. 30 lat temu.

Red. - Czym różni się gra Stokrotek, od gry innych zespołów?

Zenek - Z przebiegu ostatnich spotkań i wyników wydaje się, że jesteśmy przeciętną drużyną, grającą na pewnym poziomie, jednak „falowo”, zależnie od frekwencji zawodników na meczu – możemy wygrać z liderem, jak również przegrać z ostatnim z tabeli. Osobiście uważam, że jesteśmy drużyną poukładaną z jednolitym składem od lat i co nas różni od innych - nie gramy brutalnie, co nieraz skutkowało przegranym meczem.

Red. - Czy prawdą jest, że zamierzasz grać nawet w rundzie jesiennej Ligi Miejskiej, a może i na wiosnę, mimo, że gwarancja już Ci się skończyła?

Zenek - Nie śmiem przypuszczać, że to pewna aluzja co do mojej gry lub wieku. Jednak odpowiadając na pytanie potwierdzam – oczywiście, zamierzam grać w rundzie jesiennej, wiosennej i tak może jeszcze pięć razy. Na dzień dzisiejszy, mimo upływających lat, czuję się świetnie, nie odczuwam zmęczenia grą na boisku, a gwarancja może i minęła, ale jak to nieraz bywa, niektóre okazy mają tak, że działają dopóki nie wysiądą na dobre.

Red. - Co znaczy dla Ciebie być Prezesem AKS „Stokrotki”?

Zenek - Wybory Prezesa stowarzyszenia odbyły się co prawda jednogłośnie i tak cichutko sobie myślę, że elekcja została dokonana, albo z uwagi na szacunek do wieku, albo za zasługi (nawet nie przypuszczam, że nikomu się nie chciało). Skoro już mnie wybrano, z tego, czy innego powodu, staram się wypełniać tę funkcję jak należy i zrobię wszystko, w granicach możliwości, aby Stokrotki działały aktywnie, biorąc udział i organizując różnego rodzaju turnieje i zawody tak, jak to planowaliśmy przy zakładaniu stowarzyszenia.

Red. - Co się zmieniło w drużynie odkąd powstało stowarzyszenie?

Zenek - Patrząc z boku, wydaje się, że nic szczególnego, ale moim zdaniem, został określony trzon zespołu. Duże znaczenie mają też składki, które zostały skonsumowane na opłacenie kosztów rejestracji stowarzyszenia, a także na częściowe opłacenie LM. Sięgając wstecz, wszelkie zbiórki na opłacenie, np. turnieju, napotykały na trudności, a teraz zawsze te parę groszy, po zsumowaniu, daje pewną kwotę, którą prędzej czy później można wykorzystać.

Red. - Jakie są najbliższe plany stowarzyszenia?

Zenek - Tak jak wszyscy zainteresowani wiedzą, planujemy rozpocząć kolejną rundę rozgrywek w Lidze Miejskiej oraz Lidze Halowej. Nie wykluczamy również turniejów wyjazdowych z tradycjami, czyli do Brodnicy i Tczewa, gdzie w ostatnich spotkaniach zdobyliśmy I i II miejsce. Mówiąc o realizacjach Statutu stowarzyszenia, mam cichą nadzieję zorganizowania w Elblągu alternatywnego turnieju, do odbywającego się od lat w Tczewie. Liczę tu oczywiście na pomoc kolegów nauczycieli, którzy mają dostęp do zaplecza sportowego i kontakty w środowisku nauczycieli.

Na to wszystko niestety potrzebne są finanse, a tu składki są niewystarczające. Będę czynił starania w pozyskaniu funduszy na te cele, ale w tym miejscu chciałbym uczulić wszystkich członków stowarzyszenia w

sprawie zaangażowania się w działalność Klubu. Szczególnie oczekuję pomocy w pozyskiwaniu sponsorów lub też załatwiania pieniędzy w formie jednorazowych wpłat czy darowizn. Muszę przyznać, że przez ponad

pół roku działalności stowarzyszenia nikt nawet nie spróbował poczynić kroków w tym kierunku.

Podziękowania pragnę złożyć Maćkowi, który zdobył dla nas pewną kwotę na opłacenie udziału w LM, ale nie możemy ciągle oglądać się w stronę jednej osoby. Chyba trochę za dużo na ten temat, ale jest to ważne, aby każdy z nas miał poczucie odpowiedzialności za egzystencję tego klubu.

Wracając do tematu stowarzyszenia – nie wyobrażam sobie, aby nasza dalsza działalność była realizowana bez naszej „stokrotkowej” strony internetowej (muszę trochę posmarować wazeliną), której I rocznica założenie mija właśnie dziś (1 lipca – przyp. redakcji). Z tej też okazji dziękuję w imieniu wszystkich Panie Redaktorze, za ciekawe, wciąż aktualizowane, na wysokim poziomie prowadzenie strony przez ten miniony rok.

Red. - Podczas rundy wiosennej LM, Stokrotki nie osiągnęły zamierzonych celów, dlaczego? Czy wpłynęło to na morale drużyny?

Zenek - To już poruszaliśmy na forum, podczas ostatniego zebrania. Stwierdziliśmy, że przegrane mecze z teoretycznie słabym przeciwnikiem, były wynikiem postawy całej drużyny, chociaż przedstawiano zarzuty bramkarzom, że zbyt łatwo wpadały bramki lub atakującym, że nie wykorzystywali stuprocentowych sytuacji. Musimy zdawać sobie sprawę, że jako drużyna nie jesteśmy młodymi "ogierami" i taktyka "na zabieganie” przeciwnika - raczej odpada.

Jak wszyscy wiemy, pozyskaliśmy nowych, młodych zawodników, którzy pozwolą na przeprowadzanie szybkich akcji lub też wypełniać lukę na boisku, kiedy komuś "zabraknie tlenu”. Pozwalam sobie na lekki sarkazm, ale nieraz była to okrutna rzeczywistość.

Morale? – Myślę, że w tej drużynie morale jest nie do zniszczenia. Odważę się powiedzieć, że jesteśmy zespołem z charakterem, a że przegrywać nie lubi nikt, więc czasami czuje się lekki niedosyt po porażce. W ostatecznym rozrachunku przyjmujemy rozgrywki jako rekreację.

Red. - Co trzeba zrobić, żeby było lepiej?

Zenek - Zgodnie postanowiliśmy, że należy w pewnym stopniu odmłodzić zespół i ustalić pewny skład drużyny, co też będziemy realizować podczas przygotowań do następnego sezonu. Nie mogą występować sytuacje, gdzie na pięć minut przed meczem jest nas tylko np. ośmiu lub przychodzi, oprócz linii pomocy, sześciu obrońców. Mecze przegrywane były nie zawsze z bezsilności, czy braku kondycji. Wielokrotnie gubiły nas zamieszanie, "swojska” taktyka, czy w końcu niejednorodność ustawienia.

Red. - Jakie zmiany (może kadrowe, może taktyczne, a może nowy selekcjoner) czekają Stokrotki w przyszłym sezonie?

Zenek - Praktycznie na pytanie to padła już odpowiedź. Wspomniałem o nabyciu młodych chłopaków, którzy już w tej rundzie pozytywnie zaaklimatyzowali się na łonie Stokrotek. Chciałbym do Stokrotek zaadoptować jeszcze dwóch nowych graczy na rundę jesienną. Co do taktyki, uważam, że wiemy jak grać, nie jesteśmy oseskami w tej branży. Jedyne nasze słabości, które się powtarzają, to niewykorzystane sytuacje i zbyt mało strzałów zza pola karnego, na co trzeba zwrócić uwagę w doborze składu w linii ataku oraz ustalić trzon obrony (w tym sezonie, szczególnie zmienna w obsadzie była pozycja lewej obrony) zakładając, że na mecz będą przychodzić wszyscy. Selekcjoner byłby mile widziany, ale zastanawiam się, czy ma to być wybraniec z "naszego” grona, czy z zewnątrz. Jak wiesz próbowaliśmy już kilku opcji, lecz bez większych rezultatów. Mamy, co prawda, dwumiesięczną przerwę, ale warto się nad tym zastanowić w szerszym gronie.

Red. - Dlaczego na pół godziny przed powrotem z meczu, zawsze dzwonisz do żony i jaki ma to związek z Góralem?

Zenek - Jak to bywa po meczu w parku, opcja kąpieli pozostaje jedna – w domku, więc aby proces ten przyspieszyć (szczególnie w tym roku, podczas nawału relacji meczów z ME), proszę moją kochaną żonę o odkręcenie kranu z wodą. W ten sposób, wracając do domu, unikam niespodzianek wchodząc prosto do wanny z wodą. Jednakże, gdy po skończonym meczu widzę Górala pośród nas lub razem z nim wracam, to wszystko odbywa się wg tego samego schematu z małą różnicą – przed wejściem do wanny wkładam torbę ze sprzętem do szafy.

Red. - W podziękowaniu za te parę refleksji - życzę Tobie, a tym samym sobie, żebyś jeszcze wiele sezonów spędził na boisku w tak dobrej kondycji.


18 lutego 2004

Wywiadu, specjalnie dla "oglądaczy" naszej strony, udzielił jeden z założycieli sławnej drużyny Stokrotek - Marek Małolepszy (Ex)

Red. - Kiedy powstały STOKROTKI?

Marek Małolepszy - Właściwie trudno określić  moment powstania zespołu, podając miesiąc, czy rok. Były to zapewne lata 80-te, kiedy zdecydowaliśmy zgłosić drużynę "ministrantów" (to określenie na długo do nas przylgnęło) do rozgrywek miejskich. Byliśmy zapewne podbudowani zwycięstwami na wyjeździe w Gdyni (14:1), Szczecinku (3:2) i remisem w Gliwicach (5:5).

Może właśnie te wydarzenia należałoby przyjąć, jako powstanie STOKROTEK, a może pierwszy mecz wyjazdowy "ministrantów" do Torunia? Na zbiórkę stawiło się ośmiu zapaleńców! Pamiętam, jak siostra Piotrka Jankowskiego (Zenka - przyp. red.), woziła nas z ul. Robotniczej na dworzec PKP, swoim... fiatem 126p!!! Nie, nie - nie wszystkich na raz oczywiście... Mniejsza o wynik (1:13), czy coś podobnego. W ośmiu przeciwko jedenastu, to i tak niezły wynik, no nie?

Myślę, że któreś z tych wydarzeń było zaczątkiem tej wspaniałej drużyny...

Red. - Kto jest założycielem STOKROTEK?

MM - Chyba nikt z chłopaków wtedy grających, nie weźmie mi tego za złe, ale uważam, chociaż zabrzmi to przewrotnie, że za założyciela STOKROTEK trzeba uznać... księdza z parafii na Robotniczej: Ignacego Proszka. To w Nim mieliśmy swojego pierwszego sponsora, scalił nas jako zespół, przychodził na "szóstkę" (SP-6 - przyp. red.) grać z nami, i w błocie, i w śniegu. Przeżywał z nami wszystkie mecze na boisku i w hali. Stroje przez Niego kupione, służyły nam przez kilka lat, aż zaczęły się na nas dziwnie zmniejszać...

Red. - Skąd się wzięła nazwa drużyny , kto ją wymyślił?

MM - Ha! To wie tylko Adam Cieszkowski... Nazwa nie była nigdy wcześniej uzgadniana między nami. Zdarzyło się tak, że w kilka osób poszliśmy zgłosić zespół do turnieju halowego (o ile dobrze pamiętam). Wówczas nazwy drużyn nie były za bardzo oryginalne: JUVENTUS, LIVERPOOL, AS ROMA, MANCHESTER, HURAGAN  itp. Kiedy przyszła już kolej na nas, zastanawialiśmy się dłuższą chwilę, po czym Adaś strzelił: a może Stokrotki? Zamurowało nas... Nie przypominam sobie, jakich argumentów użył, że się zgodziliśmy. O szczegóły trzeba zapytać Adama! (najprawdopodobniej, nazwa Stokrotki wiąże się z bardzo romantyczną, miłosną historią, ale o tym może opowiedzieć tylko Adam Cieszkowski, jeśli zgodzi się udzielić nam wywiadu - przyp. red.).

Na początku nazwa "STOKROTKI" wywoływała ironiczny uśmiech u rywali, w niedługim czasie budziła respekt!!!

Red. - Kto grał w I składzie Stokrotek?

MM - Tutaj mogę mieć duży problem, bo nie pamiętam naszego pierwszego bramkarza. W polu na pewno grał Piotrek Jankowski, Adam i Edek Cieszkowscy, Sławek i Grzesiek Lewandowscy, Arek Kowalski, Wojtek Puzdrowski, Darek i Andrzej Brzezicki, Marek Małolepszy. Kto jeszcze? Zanik pamięci... Przepraszam, jeśli kogoś nie podałem...

Red. - Jak wyglądała wówczas Liga Miejska?

MM - Było zdecydowanie więcej drużyn. Wynikało to z tego, że w zakładach pracy były TKKF-y (Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej), które spore fundusze przeznaczały m.in. na sport, co pozwalało wystawiać dwie, trzy, a nawet cztery drużyny z jednej firmy! Kilku z tych zakładów już nie ma, ale dla porządku przypomnę: ZAMECH, EKB, ZAKŁADY ENERGETYCZNE ("ENERGETYK"), WPWiK  ("WODNIK"), EPBP ("PRZEMYSŁÓWKA"), POSTĘP, RENOMA, TRUSO, PLASTYK,  RZEMIEŚLNIK. Oprócz zakładowych, były tzw. "dzikie" - inaczej podwórkowe: ZAWADA, NAD JAREM, RÓŻANA. Swoje drużyny wystawiała również Straż Pożarna ("PŁOMIEŃ") i Policja . W sumie zgłoszonych było ok. 40 drużyn! Z tej ilości utworzono I Ligę, II Ligę i trzy grupy III Ligi.

Red. - Jak na początku radziły sobie Stokrotki w rozgrywkach?

MM - Zarówno początek rozgrywek Ligi Miejskiej, jak i kolejne trzy sezony, były dla STOKROTEK bardzo udane. Cóż więcej mówić, w kolejnych latach awans o szczebel wyżej i to z pierwszego miejsca! Ukoronowaniem trzech lat startów w Lidze Miejskiej, było zdobycie mistrzostwa w 1991 roku .

Uzupełniając niejako pytanie, wypada wspomnieć  o wygraniu przez STOKROTKI  turnieju halowego w marcu 1992 roku. Pokonaliśmy wówczas zdecydowanego faworyta turnieju "PRZEMYSŁÓWKĘ".

Red. - Jakieś ciekawostki z tamtego okresu?

MM - Było wiele ciekawych wydarzeń związanych z udziałem STOKROTEK  w zawodach. Odpowiadając na poprzednie pytanie, wspomniałem o turnieju halowym, zakończonym naszym sukcesem. To wydarzenie pasuje, aby o nim wspomnieć w tym miejscu .

Otóż w tym turnieju wystawiliśmy dwie drużyny, "mniej więcej" wyrównane. Tak się gra ułożyła, że obie awansowały do finałowej czwórki, obok "PRZEMYSŁÓWKI" i PKS-u. Losowanie wyłoniło pierwsze pary: EPBP - PKS i STOKROTKI I - STOKROTKI II. Ustaliliśmy między sobą grę spokojną, z zachowaniem sił na następne trudne mecze i podział punktów, aby mieć równą pozycję wyjściową. Mało brakowało, żeby Leszek Bigus pokrzyżował nasze plany. W końcówce meczu, będąc 6-7 metrów przed bramką, musiał strzelić, ale oczywiście obok. Tak bardzo chciał przestrzelić, że huknął bardzo mocno, a piłka ledwie o centymetry minęła słupek... W drugim meczu EPBP  wygrało z PKS. Taktyka na następne mecze była następująca:  STOKROTKI I  muszą wygrać z PKS-em, a STOKROTKI II, jeśli się uda,  wygrają z EPBP. Jeśli nie, muszą maksymalnie ich zmęczyć. Tak też się stało. STOKROTKI I  wygrały, II niestety przegrały, ale dały z siebie wszystko i zadanie wypełniły.

W meczu o I miejsce zaskoczyliśmy, wymęczoną już przez kolegów, PRZEMYSŁÓWKĘ "krótkim kryciem", szybkimi podaniami i akcjami, z których dwie w pierwszej połowie zakończyły się bramkami. Po przerwie, dorzuciliśmy im jeszcze chyba jedną i było po meczu! Ciekawostką tu jest fakt, że PRZEMYSŁÓWKA była tak pewna zwycięstwa, że prezes EPBP miał już zamówiony pomeczowy b a n k i e t  w restauracji, na cześć zwycięzców! Śmialiśmy się wtedy, że zamiast bankietu wyprawią stypę...

Red. - Dlaczego przestałeś grać w Stokrotkach?

MM - Były dwie przyczyny, okoliczności, o których wspomnę w kilku słowach. Pierwsza, prywatna, nad którą nie chcę za dużo się rozwodzić. Byłem rok po ślubie, właśnie urodziło się dziecko, rozpoczął się nowy okres w moim życiu. Tyle wystarczy, OK.?

Druga okoliczność, ściśle związana jest z drużyną STOKROTEK. Był rok 1992. Zdobyliśmy mistrzostwo I Ligi w poprzednim sezonie, wygraliśmy turniej halowy. W związku z upadkiem, czy reorganizacją wielu firm w Elblągu, powstał problem ze skompletowaniem Ligi. Zabrakło wielu drużyn. Wychodziło na to, że w najbliższym sezonie Liga będzie liczyła 6-7 zespołów (tylu  tylko było chętnych). W tamtej chwili uważałem, że będzie to dla nas dyshonor grać w skleconej na siłę lidze.

"PERFECT" obecnie śpiewa: " trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść n i e p o k o n a n y m ..."  -  tak wtedy uważałem...

MM - Jeżeli  dotrwaliście do końca, pozwolę sobie na zakończenie przytoczyć kilka słów.  Chciałbym tą drogą podziękować tym wszystkim, którzy od 1992 roku kontynuowali nasze wspólne dzieło pod tytułem "STOKROTKI " i tym, którzy w chwili obecnej udzielają się na boisku i w Stowarzyszeniu. DZIĘKI!!!

MM - I jeszcze jedno: skład  STOKROTEK jest zagrożony - właśnie wznowiłem treningi...

Red. - Ogromne dzięki za tę lekcję historii naszego zespołu. Wielu z nas, dziś grających, zwłaszcza tych młodszych, dopiero stąd dowie się, jak to się wszystko zaczęło. Fajnie, że do nas dołączyłeś na treningach. Życzymy jeszcze wielu bramek. Jeśli przez przypadek nie uda Ci się wejść do składu Stokrotek (choć wszyscy czujemy, że nasze pozycje w drużynie są zagrożone, no... może prócz bramkarza), to może chociaż rola kogoś w rodzaju selekcjonera. Jak wiesz brakuje kogoś, kto ustalałby skład na mecze. Pomyśl o tym.


3 lutego 2004

Wywiad z jednym z trzech organizatorów LH - Krzysztofem Fedakiem (Krisem)

Red. - Wyjaśnij skomplikowaną sytuację, jak miała miejsce przed rozpoczęciem rozgrywek LH, dlaczego wycofał się jeden z trzech organizatorów i skąd to całe zamieszanie?

Krzysztof Fedak - Sytuacja naprawdę była dość skomplikowana. Jeszcze po pierwszym zebraniu organizacyjnym, nic nie wskazywało na to, że z rozgrywaniem ligi mogą być aż tak duże problemy. Później jednak, niespodziewanie z organizacji wycofał się Leszek Strembski, który swoją decyzję tłumaczył zbyt dużym natłokiem pracy. Sytuacja stała się naprawdę nieciekawa. Brakowało chętnych do pomocy przy organizacji ligi, a pozostali dwaj organizatorzy: Henryk Jarzembowski i Andrzej Basista, sami nie daliby sobie z tym rady. Spośród wszystkich uczestników próbowano wyłonić jeszcze jedną osobę do prowadzenia rozgrywek, ale niestety z przykrością muszę stwierdzić, że takowy się nie znalazł. Świadczy to także o tym, że ligę halową w Elblągu, chciał mieć niemal każdy zawodnik, jednak z pomocą i poświęceniem prywatnego czasu było już znacznie gorzej.

Red. - Co skłoniło Cię do tego, by zająć się pracą organizacyjną na rzecz „halówki”?

KF - Dokładnie to nie wiem. To była chwila. Na jednym ze spotkań organizacyjnych, wspomniałem Andrzejowi Basiście, że jeśli nie znajdzie się chętny do pomocy, to wówczas razem z nimi zajmę się organizacja ligi. Jeszcze tego samego dnia otrzymałem telefon od Andrzeja. Spotkaliśmy się w trójkę i doszliśmy do konsensusu. Myślę, że wyszło to na dobre wszystkim uczestnikom ligi, bo nie wyobrażam sobie, aby w takim mieście jak Elbląg, w czasie zimy, nie było rozgrywek na hali.

Red. - Czy prawdą jest, że odkąd stałeś się jednym z „trzech”, zacząłeś zarabiać „prawdziwe pieniądze”, kupiłeś nowy samochód i stawiasz dom na wsi?

KF - Ha, ha, ha. Dobre pytanie. Pieniądze rzeczywiście nie są takie małe, ale z tym domem na wsi, to trochę przesada. Kupiłem zaledwie kilkanaście hektarów ziemi za miastem i to wszystko. Domu jeszcze nie planuję budować, może jak powiększy się rodzina, to o tym pomyślę. A tak na poważnie to, o jakich pieniądzach my tu mówimy. Wszystkie środki, które nie zostaną wykorzystane na nagrody dla zwycięzców ligi, przechodzą do Młodzieżowego Ośrodka Piłkarskiego. Takie zresztą były ustalenia z uczestnikami ligi. Np. w tamtym roku, z pieniędzy przeznaczonych z ligi halowej, juniorzy Polonii mogli pojechać na obóz. I to jest chyba najważniejsze. Dla mnie osobiście, nie liczą się nagrody, a pomoc innym. A jeśli z tej pomocy za kilka lat wyrośnie jakiś dobry piłkarz, to tylko pozostaje się cieszyć. Przy tym pytaniu chciałbym poruszyć jeszcze jedna sprawę. "Halówka", to dobra zabawa dla uczestników, ale tak naprawdę, nikt nie zdaje sobie sprawy, ile jest przy tym biegania i załatwiania różnych spraw. Ja osobiście jestem odpowiedzialny za wszelkie sprawy papierkowe: od tworzenia terminarza, do cotygodniowych komunikatów włącznie. Odpowiadam także za to, by o naszej lidze pisano w prasie i mówiono w telewizji i proszę mi wierzyć, nie jest to wcale takie proste.

Red. - Czy wg Ciebie, interpretacja przez naszych sędziów przepisu o „spalonym”, jest, delikatnie mówiąc, niewłaściwa? Jeździmy przecież po Polsce, gramy w różnych turniejach i nigdzie nie spotkaliśmy się z tym, by zatrzymanie piłki „wślizgiem”, gdy wokół nie ma przeciwnika lub większy wykrok, karać.

KF - Rzeczywiście, z tymi "wślizgami" jest najwięcej problemów. Trudno jest jednoznacznie określić, czy zawodnik robiąc "wślizg" przeszkadzał drugiemu, czy nie. Dlatego też, postanowiliśmy ujednolicić ten przepis i zrobić tak, by w "halówce" nie było "wślizgów". Niestety okazało się, że to także nie jest do końca dobre rozwiązanie. Teraz trzeba już ligę dograć do końca według takich przepisów jakie, są, a za rok stworzyć takie, by nie było żadnych zastrzeżeń.

Red. - Dlaczego sędziowie, a niektórzy twierdzą, że również organizatorzy ligi, nie lubią Stokrotek?

KF - Czy sędziowie nie lubią Stokrotek? Nigdy nic o tym nie słyszałem. Powiem więcej. Macie w swoich szeregach jednego, nawet bardzo sympatycznego sędziego i nie sądzę, by jego koledzy akurat Was nie lubili. Aby się jednak przekonać na sto procent, trzeba się ich o to zapytać. Natomiast, jeśli chodzi o organizatorów, to zaprzeczam jakoby nie lubili Stokrotek. Jesteście jedną z najbardziej kulturalnych drużyn i gdyby takich było więcej, to liga halowa na pewno przebiegałaby w bardziej przyjaznej atmosferze.

Red. - Co się dzieje z naszym ulubionym sędzią, sławnym – UFO, czy jest na urlopie, a może na zasłużonej emeryturze?

KF - Arbiter o którym mówimy, nie jest na urlopie i na pewno już niebawem zagości na parkiecie I ligi. W ostatnią sobotę (31 stycznia) sędziował II ligę w IV LO. Moje osobiste zdanie na temat tego arbitra jest jak najbardziej pozytywne. Jest jednym z lepszych sędziów w lidze i co ważne nie boi się zagwizdać ewidentnego przewinienia w momencie, kiedy inny sędzia by tego nie zrobił. Dobrze czyta grę i odpowiednio reaguje w momentach, które go do tego zmuszają. W skali od 1-10 oceniam jego pracę na 7, no nawet 8.

Red. - Z jakimi największymi problemami borykacie się, jako organizatorzy LH?

KF - Największe problemy ligi, to niestety terminy rozgrywania spotkań. W tym roku rozgrywki I ligi kończą się dopiero 28 marca, czyli w momencie, kiedy swoje mecze rozpoczynają zespoły na boiskach trawiastych. Jest to niestety spowodowane tym, że w Elblągu tak naprawdę jest tylko jedna „porządna” hala, która i tak jest prawie cały czas eksploatowana przez różne zespoły. Miejmy nadzieję, że za kilka lat to się zmieni i doczekamy się w naszym mieście hali z prawdziwego zdarzenia. Po drugie, sporo problemów sprawiają nam prośby poszczególnych ekip o przekładanie terminów swoich spotkań. Problem tkwi w tym, że z hali korzystamy nie tylko my, jako uczestnicy ligi, ale także piłkarki ręczne, piłkarze ręczni itp., itd. Nie zawsze więc jest możliwość, by przyjść na halę i rozegrać zaległy mecz. Staramy się to tłumaczyć uczestnikom, ale prawie zawsze kończy się na tym, że to my robimy wszystkim "pod górkę". Jednak nikt nie zdaje sobie sprawy, że trzeba zapłacić za dodatkowe korzystanie z hali, a także opłacić dodatkowo sędziów i obsługę hali. Przez to uszczuplamy i tak mały budżet przeznaczony na nagrody. Ponadto kultura osobista poszczególnych zawodników i kibiców, także pozostawia sporo do życzenia, ale o tym nie będę już mówił.

Red. - Na co narzekają zawodnicy, jakie mają pretensje?

KF - Zawodnicy narzekają niemal cały czas na to samo, czyli na sędziów. A najczęściej robią to w przypadku, kiedy przegrają mecz. Zawsze wina leży po stronie arbitra. Oni sami są niemal święci. Jestem tylko ciekawy co będzie, kiedy któregoś razu sędziowie odmówią nam prowadzenia spotkań w 'halówce", bo stwierdzą, że mają już dość opluwania ich i ciągłych kłótni. Kto wtedy będzie tak odważny, by wziąć gwizdek do ręki i poprowadzić mecz? Myślę, że byłoby podobnie, jak z organizacją ligi. Wszyscy by dużo mówili, a nikt by nie chciał sędziować.

Red. - Organizator powinien być „bezstronny”, ale zdradź, której drużynie kibicujesz.

KF - Oczywiście kibicuję swojej drużynie, w której gram, czyli EZE S.A. ale jak na razie, gramy w II lidze, więc jeszcze w tym roku Was to nie dotyczy. Jeśli chodzi o I ligę, to mam kilka zespołów, którym kibicuję. Zacznę może od Was. Podoba mi się Wasza gra. Jesteście jednym z lepiej wyszkolonych technicznie zespołów i co już wcześniej wspomniałem bardzo sympatycznym. Kibicuję także ekipie Elwo, bo mam w niej kilku dobrych kolegów. Podoba mi się także gra Asenhajmera, na czele z zawsze uśmiechniętym i życzliwym Stasiem Fijarczykiem, ale niestety jest w tym zespole 2-3 piłkarzy, którzy swoją kulturą znacznie odbiegają do standardu.

Red. - Pobawmy się w typowanie wyników. Kto, wg Ciebie, wygra I LH, kto spadnie, kto awansuje z II LH i które miejsce zdobędą Stokrotki?

KF - Rzadko kiedy udaje mi się dobrze wytypować, ale zobaczymy, może tym razem mi się poszczęści. Jeśli chodzi o zwycięstwo, to największe szanse ma Elwo, choć jeśli Stokrotki nie będą miały głupich wpadek i słabszych spotkań, to mogą włączyć się do walki o tytuł mistrzowski. Moje typu to: 1-Ewlo, 2-Stokrotki, 3-Asenhajmer. Jeśli chodzi o spadek, to w tym roku z I ligą pożegnają się trzy zespoły i mogą to być: Amatorzy, 14.BUZL i British School. Natomiast w II lidze, niemal pewny awans mają już zespoły EZE S.A. i EB.

Red. - Pytanie poza konkursem, czy prawdą jest, że najlepsze żony na świecie, to piłkarki ręczne. (Tak tylko pytam)

KF - Jest to święta prawda. Piłkarki, to wspaniałe kobiety, a najlepszą z nich jest oczywiście moja żona Monika, bez której byłoby mi naprawdę ciężko. Dla niej jestem w stanie zrobić wszystko.

Red. - Serdeczne dzięki za wywiad, a w szczególności za stałą pomoc redakcyjną.


25 stycznia 2004

Wywiadu dla strony Stokrotek udzielił lider strzelców tej drużyny - Piotr Kołecki (Kołek)

Red. - Od jak dawna "kopiesz" w Stokrotkach i czy pamiętasz swój pierwszy mecz w tej drużynie?

Piotr Kołecki: O ile dobrze pamiętam, było to ze 3 lata temu. Meczu, w jakim zagrałem po raz pierwszy, nie pamiętam, ale na pewno wygraliśmy. Byłem wtedy zawodnikiem mojego „ulubionego” Klubu z okolic Elbląga: Zalewu Batorowo i dzisiejszy Prezes Stokrotek, tzw. Zenek, pozwolił mi zagrać w tymże słynnym zespole.

Red. - Jakie pierwsze wrażenie wywarli na Tobie kolesie z drużyny?

PK - Bardzo, ale to bardzo, pozytywne. Zwłaszcza „perła” Stokrotek: PAN LUDWIŚ.

Red. - Opowiedz, czy trudno było się zaaklimatyzować?

PK - Aklimatyzacja przeszła dość łatwo, ponieważ kilku graczy znałem z gry w Zalewie Batorowo: m.in. Zenek i Kuba, a kilka piwek ułatwiło sprawę.

Red. - Dlaczego warto grać w Stokrotkach?

PK - To pytanie jest zbędne, ponieważ każdy dzieciak w wieku do 15 roku życia marzy, żeby grać w takim zespole, to jest jakbym grał w Realu, czy Milanie.

Red. - Gdybyś nie grał w Stokrotkach, to w jakiej innej drużynie z naszego "podwórka" chciałbyś pograć?

PK - Jeżeli nie w Stokrotkach, to nigdzie.

Red. - Czy z racji tego, że strzelasz dla Stokrotek sporo bramek (w tym sezonie najwięcej) czujesz się trochę gwiazdą tego zespołu?

PK - Hahaha. Gwiazdą jest tylko i wyłącznie Włodek. On to potrafi się "kręcić". Ja tylko wstawiam nogę, albo głowę tam gdzie trzeba, a tak naprawdę, to piłka odbija się ode mnie.

Red. - Porównaj: czym różni się Twoja gra w zespole Stokrotek i Mlexera, w której także występujesz.

PK - Mlexer, to inna historia. To zupełnie inna gra, tam nie ma tylu dokładnych piłek, a poza tym ja gram tam jako lewy pomocnik a to nie jest to, w czym czuję się najlepiej. Między Stokrotkami, a Mlexerem jest jedna bardzo znacząca różnica: w Stokrotkach gra najszybszy zawodnik Ligi Miejskiej, bezdyskusyjnie najbardziej zwinny: JAROSŁAW „GÓRAL” GÓRALCZYK – to jest różnica, dla której Stokrotki są lepsze od Mlexera.

Red. - Niedługo wyjeżdżasz, czy prawdą jest, że to nie praca zmusza Cię do wyjazdu do Poznania, a tak naprawdę jedziesz na testy do Lecha?

PK - Hahaha. Jak widać, nic nie może zostać tajemnicą. Skąd ty to wiesz? Dzwonili do mnie kilkakrotnie z Lecha z propozycją gry w ich klubie, oferta była kusząca, ale stanowczo odmówiłem, ponieważ gram i będę grał wyłącznie dla Stokrotek.

Red. - Jeśli nie Mlexer, bo nie wiadomo, co będzie z tą drużyną w przyszłym sezonie, to co?

PK: To Stokrotki i nic więcej.

Red. - Według Ciebie - optymalny skład Stokrotek na hali (pierwsza piątka).

PK - Dość ciężkie pytanie. Według mnie, pierwsza piątka powinna wyglądać następująco: Maja (bramkarz) – Łysy, Kuba (obrona) – Włodek, Kołek (atak). Mam nadziej, że nikt tu się nie obrazi, ale tak to powinno wyglądać, według mnie.

Red. - Które miejsce zajmą Stokrotki w Lidze Halowej, a które w Lidze Miejskiej?

PK - Pytanie jest dziecinnie proste. Oczywiście, że I miejsce w obydwu ligach. Powód prosty: nikt na nas nie stawia, a my spokojnie wygramy.

Red. - Które miejsce już by Cię ucieszyło?

PK - Tylko pierwsze.

Red. - Bardzo dziękuję za wywiad, wracaj szybko do drużyny, przede wszystkim nie strać formy i nie przytyj.


13 stycznia 2004

Specjalnie dla naszej strony, wywiadu udzielił debiutujący w tym sezonie w roli bramkarza - Mariusz Malinowski (Maja)

Red. - Co czuje człowiek, który zatrzymał sławną drużynę - British School?

Maja - Nikogo nie zatrzymałem, jedynie w drugiej połowie zmarzłem. Zatrzymam MM, to wam powiem jak się czuję.

Red. - Złośliwe Stokrotki twierdzą, że zostałeś postawiony na bramkę w tym zespole, bo nikt nie chciał żebyś grał w polu.

Maja - Może w tej złośliwości coś jest. Ja twierdzę, że ta złośliwość była dobrym posunięciem, bo na nowej pozycji w drużynie czuję się znakomicie i długo potrwa, żeby ktoś mnie zastąpił (za wyjątkiem Łysego).

Red. - Czy prawdą jest, że po dwóch "browarach" robisz lepsze parady i poprawia Ci się refleks?

Maja - NIE !!!

Red. Czy lepiej czujesz się stojąc w bramce na hali, czy na dużym boisku?

Maja - Nie ma dla mnie żadnej różnicy, po prostu staję i bronię.

Red. Które miejsce Stokrotek w LH byłoby dla Ciebie sukcesem i na jakie miejsce liczysz?

Maja - jesteśmy bardzo dobrą drużyną i trzecie miejsce byłoby sukcesem całego zespołu.

Red. Czy liczysz, że zostaniesz "królem bramkarzy" w tegorocznej edycji ligi halowej?

Maja - Który bramkarz o tym nie myśli? Będę robił wszystko, żeby nim zostać. Jak będzie - zobaczymy. Są jeszcze bramkarze, którzy prezentują bardzo dobry kunszt bramkarski, np. w ELWO lub MM.

Red. Wielkie dzięki za udzielenie pierwszego wywiadu w historii naszej strony i gratulacje z bardzo dobrą postawę, właściwie we wszystkich rozegranych dotychczas meczach.